Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

„Włos nie jest problemem. Jest sygnałem” – rozmowa z Martą Szejnogą

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Włosy na szczotce
„Włos nie jest problemem. Jest sygnałem” – rozmowa z Martą Szejnogą
Shutterstock

Czy włosy są wyłącznie kwestią estetyki? Dlaczego coraz więcej specjalistów mówi o nich jak o barometrze zdrowia? O odpowiedzialności w branży beauty, budowaniu marki opartej na zaufaniu oraz przyszłości trychologii rozmawiamy z Martą Szejnogą – trycholożką i współtwórczynią marki Colostrum Active.

Co było momentem, w którym zrozumiała Pani, że trychologia może być czymś więcej niż usługą, że można wokół niej zbudować markę i ruch społeczny?

To nie był jeden spektakularny moment. Raczej seria spotkań z pacjentkami i pacjentami, po których zrozumiałam, że trychologia nie kończy się na badaniu skóry głowy, zabiegu czy dobraniu preparatu.

Bardzo często jeszcze zanim zdążyłam spojrzeć przez trichoskop, słyszałam: „Nie wiem już, co robić”, „Wstydzę się związać włosy”, „Boję się, że za chwilę nie będę miała czego ratować”. W takich chwilach uświadomiłam sobie, że problem włosów niemal nigdy nie dotyczy wyłącznie włosów. Dotyczy pewności siebie, zdrowia, kobiecości, męskości, stresu i relacji z własnym ciałem.

Właśnie wtedy zrozumiałam, że trychologia może być czymś znacznie większym niż usługą. Może być edukacją. Może przywracać ludziom sprawczość. Może mówić prawdę w branży, która często sprzedaje szybkie rozwiązania zamiast tłumaczyć proces.

Wiele osób kończy kurs i otwiera gabinet. Pani stworzyła rozpoznawalny brand. Co odróżnia specjalistę od lidera rynku?

Specjalista dobrze wykonuje swoją pracę. Lider bierze odpowiedzialność za coś więcej niż własny gabinet. Moim zdaniem różnica zaczyna się od intencji. Można świetnie wykonywać zabiegi i pomagać pacjentom, ale lider buduje standardy. Edukuje. Tłumaczy proces. Pokazuje przyczyny, a nie tylko efekty.

Najważniejsza jest również odwaga mówienia prawdy. Nie obiecuję cudów po tygodniu. Nie twierdzę, że jeden produkt rozwiąże każdy problem. Osoby zmagające się z utratą włosów są bardzo podatne na obietnice. Lider nie powinien wykorzystywać tej bezradności. Powinien pomagać ją zrozumieć i przeprowadzać człowieka przez proces krok po kroku.

Czy pamięta Pani przypadek, który szczególnie zmienił Pani sposób myślenia?

Tak. Była to młoda kobieta po leczeniu onkologicznym. Przyszła do mnie nie dlatego, że marzyła o piękniejszych włosach. Chciała odzyskać część siebie, którą odebrała jej choroba. Włosy stały się symbolem powrotu do normalności.

To doświadczenie bardzo mnie zmieniło. Zrozumiałam jeszcze mocniej, że włosy są często ostatnim widocznym śladem procesów, które rozgrywały się dużo głębiej – w organizmie, psychice i całym życiu człowieka.

Od tamtej pory jeszcze bardziej wierzę, że zdrowie nie składa się z oddzielnych szufladek. Wszystko jest ze sobą połączone.

Łączy Pani trychologię, farmację i psychoterapię. Czy współczesna medycyna zbyt długo traktowała ciało „w kawałkach”?

Myślę, że tak. Przez wiele lat patrzyliśmy na człowieka fragmentarycznie. Osobno skóra, osobno hormony, osobno psychika.

Tymczasem pacjent przychodzący z problemem włosów bardzo często przynosi ze sobą całą historię swojego zdrowia. Niedobory, choroby, stres, zaburzenia hormonalne, problemy jelitowe, przemęczenie czy skutki leczenia.

Dlatego nowoczesna trychologia nie może ograniczać się do oceny skóry głowy. Musi rozumieć szerszy kontekst. Nie po to, by zastępować lekarzy innych specjalizacji, ale po to, by wiedzieć, kiedy skierować pacjenta dalej i pomóc połączyć wszystkie elementy układanki.

Jaki jest największy mit dotyczący włosów?

Że istnieje jeden cudowny produkt, który rozwiąże problem. To mit kosztujący ludzi najwięcej pieniędzy, czasu i zdrowia. Pacjenci często miesiącami testują kolejne kosmetyki, suplementy i wcierki, podczas gdy prawdziwa przyczyna problemu pozostaje nierozpoznana. Najważniejsze pytanie powinno brzmieć nie: „ Co kupić?”, ale: „Dlaczego moje włosy wypadają?”.

Jak znaleźć równowagę między nauką a marketingiem?

Marketing nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy marketing zastępuje naukę. Dla mnie nauka jest fundamentem, a marketing powinien być wyłącznie językiem, który pozwala tę wiedzę przekazać ludziom w zrozumiały sposób.

Osoba zmagająca się z utratą włosów nie kupuje wyłącznie kosmetyku. Bardzo często kupuje nadzieję. Dlatego komunikacja musi mieć granice etyczne. Trzeba jasno mówić, co produkt może wspierać, a czego nie zastąpi.

Czy branża trychologiczna w Polsce jest już dojrzała naukowo?

Jesteśmy na bardzo ciekawym etapie rozwoju. Powstaje coraz więcej profesjonalnych gabinetów, rośnie świadomość diagnostyki i współpracy ze specjalistami.

Jednocześnie marketing nadal często wyprzedza naukę. Uważam, że prawdziwa dojrzałość branży zacznie się wtedy, kiedy specjaliści będą równie swobodnie mówić o możliwościach, jak o ograniczeniach.

Umiejętność powiedzenia: „Tego nie wiem”, „To wymaga konsultacji lekarskiej” albo „Ten produkt może wspierać, ale nie zastąpi leczenia” jest oznaką profesjonalizmu, a nie słabości.

Jak bardzo stres współczesnego życia widać na głowie pacjenta?

Bardzo często bardziej, niż pacjent sam chce przyznać. Włosy są niezwykle czułe na przewlekły stres, brak snu, przeciążenie organizmu czy długotrwałe napięcie emocjonalne. Co ciekawe, ich reakcja jest opóźniona. Problem pojawia się często kilka miesięcy po trudnym wydarzeniu.

Ale zawsze podkreślam, że nie wolno wszystkiego tłumaczyć stresem. To byłoby zbyt proste. Trychologia polega na łączeniu kropek, a nie na szukaniu jednej odpowiedzi na wszystkie pytania.

Czy przyszłość trychologii będzie bardziej technologiczna czy bardziej holistyczna?

Technologia będzie odgrywała coraz większą rolę. Diagnostyka obrazowa, analiza danych czy sztuczna inteligencja mogą bardzo pomóc w ocenie skuteczności terapii.

Jednocześnie nie wierzę w przyszłość, w której technologia zastąpi człowieka. AI może analizować obrazy, ale nie zapyta pacjenta, co wydarzyło się w jego życiu kilka miesięcy wcześniej. Przyszłość należy do specjalistów, którzy będą potrafili połączyć precyzję technologii z umiejętnością zrozumienia człowieka.

Jak chciałaby Pani, żeby za dziesięć lat mówiło się o marce Marta Szejnoga?

Chciałabym, żeby mówiono o niej jako o marce, która mówiła prawdę wtedy, kiedy inni sprzedawali obietnice. Jeżeli za dziesięć lat ktoś powie, że pomogliśmy ludziom nie tylko zadbać o włosy, ale również odzyskać zaufanie do własnego ciała, będzie to dla mnie największy sukces.

Bo włosy są ważne. Ale jeszcze ważniejszy jest człowiek, z którego te włosy rosną.

fot. materiały prasowe