„Nie odkładajcie zdrowia na później”.
Pomysł na stworzenie tego wyjątkowego miejsca wyrósł z jej własnych doświadczeń – wieloletniej pracy ponad siły, przemęczenia i poszukiwania sposobów, by zadbać o organizm nie tylko wtedy, gdy pojawiają się problemy. Dziś Miodowa Klinika łączy podejście do zdrowia oparte na naturze, świadomym stylu życia, lokalnych produktach i regeneracji z wybranymi nowoczesnymi metodami wspierania organizmu. W rozmowie Renata Stelmach opowiada o tym, dlaczego długowieczność zaczyna się na długo przed starością, co może dać człowiekowi las i cisza, jaką rolę w historii Kamiannej odgrywają pszczoły oraz dlaczego troskę o zdrowie warto zacząć już dziś, a nie „kiedyś”.
1. Skąd w ogóle pomysł na Miodową Klinikę i dlaczego właśnie długowieczność stała się jej główną ideą?
Z mojego własnego życia. Od przeszło dwadzieścia lat prowadzę kancelarię księgową, pracowałam po kilkanaście godzin dziennie, zarywałam noce, ogólnie mocno się przepracowywałam. W pewnym momencie doszłam do ściany: organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa, a kolejne tabletki niewiele zmieniały. Dopiero wtedy zaczęłam szukać przyczyn, a nie gasić objawy. Zaczęłam sięgać bo naturalne możliwości wspierania organizmu, zobaczyłam że to działa i postanowiłam pogłębić swoją wiedzę. Skończyłam studia z naturoterapii i zapragnęłam stworzyć miejsce, do którego sama chciałabym przyjechać – dla ludzi takich jak ja, zapracowanych, przebodźcowanych, zmęczonych.
A długowieczność? Dla mnie to nie jest lifting ani wieczna młodość na zdjęciach. To pytanie, jak będzie funkcjonować nasze ciało za dwadzieścia, trzydzieści lat, jak będziemy się czuć, myśleć, poruszać. Wygląd jest tylko skutkiem. Dlatego mówimy o sobie „Centrum Długowieczności”, a nie hotel ze strefą SPA.
2. Co było pierwsze: miejsce, idea czy przekonanie, że sposób, w jaki żyjemy, można radykalnie zmienić?
Przekonanie – bo przerobiłam je na sobie. Potem przyszła idea, która dojrzewała razem z moimi studiami. Miejsce było na końcu i szukałam go prawie trzy lata. Wymarzyłam sobie polanę w lesie: cisza, żadnych sąsiadów, widok, który uspokaja. Kiedy w lutowy, słoneczny dzień przyjechałam do Kamiannej, na śniegu były ślady zająca i sarny, nad głową błękit nieba – i wiedziałam, że to tu.
Dopiero później w pełni dotarło do mnie, jak bardzo to miejsce „pasuje” do idei. Kamianna to przecież wieś, którą przez lata nazywano Światowym Centrum Apiterapii. Ja nie musiałam niczego wymyślać od zera – mogłam nawiązać do czegoś, co tu kiedyś pięknie działało.
3. Co najczęściej zaskakuje osoby, które trafiają tutaj po raz pierwszy?
Najpierw sam dojazd. Wjeżdża się przez las i dopiero na końcu wyłania się Klinika. Mówię, że to taka droga oczyszczenia – człowiek zostawia miasto za sobą, zanim w ogóle wysiądzie z samochodu. Ciekawostka: tę drogę musiałam wykupić od właścicieli lasu, bo gminna była nie do wykonania. Dziś to jest to, czym goście zachwycają się przyjeżdżając do Miodowej Kliniki.
Druga rzecz to cisza. Mamy światłowód i Wi-Fi, ale zasięg komórkowy bywa kapryśny – i dla wielu osób to najpierw szok, a potem ulga. Zaskakuje też domek ulowy, bo mało kto wcześniej o czymś takim słyszał. No i woda: w całym obiekcie, w kranie i pod prysznicem, płynie woda alkaliczna z naszego ujęcia. Goście mówią, że bardzo dobrze się po niej czują a po kąpieli nie potrzebują balsamu.
4. Czy długowieczność to według Państwa przede wszystkim kwestia genów, czy jednak codziennych wyborów?
Codziennych wyborów. Geny coś nam dają, ale badania na bliźniętach szacują ich udział w długości życia mniej więcej na jedną czwartą, a nowsze analizy wskazują, że może to być nawet mniej. Cała reszta to to, co jemy, jak śpimy, ile się ruszamy, w jakim stresie żyjemy.
Mam wrażenie, że przez lata poszliśmy na łatwiznę. Boli głowa – tabletka, boli brzuch – kolejna. Przestaliśmy łączyć kropki i traktować te sygnały jako informację od organizmu, że coś jest nie tak. A zdrowie wymaga trochę własnej pracy. Nie ma jednej cudownej diety ani jednej recepty dla wszystkich. Inaczej będzie wyglądał ruch i jedzenie u dwudziestolatka, a inaczej u kogoś po pięćdziesiątce.
5. Gdyby człowiek miał zmienić tylko trzy rzeczy w swoim stylu życia, żeby zadbać o zdrowe starzenie się, co by Państwo wskazali?
Po pierwsze: woda i jedzenie. To jest fundament i paliwo dla organizmu. Nie ma sensu zaczynać od drogich suplementów czy zabiegów, jeśli codziennie jemy przetworzoną żywność i pijemy za mało wody. Warto czytać etykiety i wiedzieć, skąd pochodzi to, co ląduje na talerzu.
Po drugie: spokój głowy i odpowiedni sen. Postawiłabym tu znak równości z jedzeniem. Przewlekły stres przyspiesza starzenie się jak mało co. Trzeba świadomie planować czas bez telefonu, bez bodźców, na dobry sen.
Po trzecie: ruch, najlepiej na świeżym powietrzu i dopasowany do wieku. Nie chodzi o bicie rekordów na siłowni, tylko o regularny spacer po lesie, rozciąganie, codzienną aktywność, którą da się utrzymać przez lata.
6. Czy przyszłość zdrowia widzą Państwo bardziej w naturze czy w technologii?
W naturze, ale bez odrzucania technologii. U nas też są maty BEMER, inhalacje wodorowe czy kriosauna – i to są dobre narzędzia. Tylko że narzędzia działają dopiero wtedy, kiedy podstawy są w porządku.
Nie zgadzam się z tym nurtem, który polega na tym, żeby w nieskończoność się badać i obserwować wyniki. Jeśli coś już widać, to nie czekajmy kolejnego roku na następne badanie – zmieńmy dietę, zacznijmy się ruszać, ograniczmy stres. Technologia może nam pomóc, ale nie zrobi tego za nas.
7. Co daje człowiekowi las i cisza, czego nie da mu nawet najlepszy zabieg?
Święty spokój. Dziś to chyba najbardziej deficytowy luksus. Zabieg trwa godzinę, a w lesie człowiek sam z siebie zwalnia oddech, przestaje się spieszyć i wreszcie może się wyciszyć.
Pamiętam panią, właścicielkę dużej firmy, która pierwszego dnia biegała po obiekcie z telefonem w poszukiwaniu zasięgu i była bardzo zdenerwowana. Martwiłyśmy się, że będzie się nudzić, i proponowałyśmy jej spacer po szlakach Natura 2000 – mamy je tuż za rogiem. Drugiego dnia nie chciała się stąd ruszyć. Powiedziała, że wreszcie ma święty spokój: nikt się do niej nie dodzwoni i nikt się o to nie obrazi. Tego nie da się kupić w gabinecie.
8. Dlaczego właśnie pszczoły stały się jednym z symboli Miodowej Kliniki?
Bo tu jest kult pszczoły i to zobowiązuje. Kamianna to ziemie z tradycją bartnictwa. W latach 60. przybył tu ks. dr Henryk Ostach, który z małej wioski zrobił miejsce znane na całym świecie: odbywały się tu światowe zjazdy pszczelarzy, działał punkt apiterapii, a w latach 1988–1995 w Domu św. Filipa gościły dzieci z terenów dotkniętych katastrofą w Czarnobylu. Po jego śmierci to wszystko podupadło, a ja chciałam przywrócić Kamiannej dawny miodny blask.
Pszczoły są dla mnie też symbolem równowagi. Rodzina pszczela działa jak jeden organizm – każda pszczoła zna swoje miejsce i rolę. To dobra lekcja dla człowieka. Dlatego w 2019 roku razem z innymi osobami stąd założyliśmy markę lokalną Miodny Szlak, która skupia pszczelarzy, rolników i rękodzielników z Sądecczyzny. Miód, którego używamy w kuchni i przy masażach, pochodzi od certyfikowanych pszczelarzy z Miodnego Szlaku, za których możemy ręczyć.
9. Co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem podczas pobytu w domku ulowym?
Wchodzi się do małego drewnianego domku, pod którym są ule, oddzielone od gościa tak, że pszczoły nie mają z nim kontaktu. Siedzi się albo leży około dwudziestu minut i oddycha powietrzem z ula: pachnie propolisem, woskiem, pyłkiem, jest ciepło, słychać i czuć jednostajne brzęczenie całej rodziny pszczelej.
Najczęściej ludzie mówią, że po kilku minutach po prostu się wyciszają. Ten szum działa trochę jak medytacja. Dla wielu osób to pierwszy od dawna moment, kiedy przez dwadzieścia minut nie myślą o niczym innym.
Ważne: to jest doświadczenie sezonowe. Pszczoły muszą pracować, więc domki działają latem, przy temperaturze powyżej 20 stopni i bez deszczu. Sama idea domków ulowych zrodziła się zresztą tutaj, w naszym regionie – wymyślił je apiterapeuta z Miodnego Szlaku.
10. Dlaczego zdecydowaliście się oprzeć kuchnię na filozofii Pięciu Przemian?
Bo od dawna interesuję się medycyną chińską i widziałam, jak te zasady sprawdzają się w codziennym gotowaniu. Pięć Przemian mówi, że jedzenie powinno podążać za rytmem przyrody i porami roku. Każdy składnik ma swoje miejsce i swój czas, nawet kolejność dodawania do garnka nie jest przypadkowa.
To dobrze łączy się z tym, na czym mi najbardziej zależy: lokalne, sezonowe produkty od sprawdzonych gospodarzy, zero rafinowanych olejów i chemii. Znalezienie takich dostawców kosztowało nas mnóstwo pracy, bo hasło „lokalne produkty” jest dziś wszędzie, a w praktyce trudno o nie. Sami uprawiamy też zioła i kisimy ekologiczne warzywa oraz pieczemy chleb – mąka też jest od sprawdzonego dostawcy.
11. Czy zdarzyło się, że ktoś przyjechał tutaj z kompletnie innym wyobrażeniem o zdrowiu i wyjechał z zupełnie nową perspektywą?
Tak – i często zaczyna się to od odpoczynku, a nie od wiedzy. Ta pani, o której mówiłam, przyjechała służbowo, z telefonem w ręku, przekonana, że bez ciągłego kontaktu z firmą świat się zawali. Wyjeżdżała z przekonaniem, że odpoczynek nie jest stratą czasu, tylko warunkiem, żeby w ogóle dało się dalej działać.
Wiele osób przyjeżdża też po rozmowę. Brakuje im ludzi, z którymi mogą porozmawiać o zdrowiu bez oceniania, i wiedzy, jak dbać o siebie na co dzień. Na warsztatach zielarskich czy pszczelarskich nagle odkrywają, że dużo mogą zrobić sami, we własnej kuchni. I to jest dla mnie największą satysfakcją.
12. Gdyby Miodowa Klinika mogła przekazać Polakom tylko jedną zasadę dotyczącą zdrowia – co by to było?
Nie odkładajcie zdrowia na później. Mamy czas na nowy samochód, na nowy dom, na kolejny projekt – i to wszystko ma sens tylko wtedy, gdy jesteśmy zdrowi. Kiedy choroba już przyjdzie, nagle wszystko inne przestaje się liczyć.
„Zdrowie jest najważniejsze” brzmi jak banał. Tylko że większość z nas dostrzega, że to nie banał, dopiero kiedy zachoruje. Warto zacząć o tym myśleć w wieku trzydziestu, czterdziestu lat, a nie odkładać na później. Ja sama nauczyłam się tego na własnej skórze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.