Zwiń

Nie masz konta? Zarejestruj się

„Ciało mówi, zanim zrozumie głowa” – o terapii, wewnętrznej spójności i pracy z traumą opowiada psychoterapeutka i superwizorka Somatic Experiencing

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kobieta trzyma się za głowę, depresja, smutek
„Ciało mówi, zanim zrozumie głowa” – o terapii, wewnętrznej spójności i pracy z traumą opowiada psychoterapeutka i superwizorka Somatic Experiencing
shutterstock

„Ciało mówi, zanim zrozumie głowa” – to zdanie doskonale oddaje sedno pracy dr Marty Ułaszewskiej, psychoterapeutki, superwizorki i trenerki, która od lat zgłębia złożoność ludzkiego doświadczenia. W rozmowie opowiada o tym, dlaczego sama rozmowa to za mało, jak nasze ciało przechowuje ślady przeszłości – także te bolesne – i jak można pracować z traumą, by nie tylko poprawić jakość życia jednostki, ale też uzdrawiać całe relacje i systemy społeczne. To opowieść o uważności, spójności i nadziei na zmianę, która zaczyna się od wsłuchania się w siebie – naprawdę.

Ciało jako klucz do zrozumienia emocji

Pani droga zawodowa rozpoczęła się dość nietypowo – od obserwacji kulturowych. Skąd wzięła się potrzeba zgłębiania psychologii?

dr Marta Ułaszewska
dr Marta Ułaszewska /
fot. materiały prasowe

Rzeczywiście, ta droga zaczęła się bardzo wcześnie – jako dziecko mieszkałam z rodziną w Belgii. Różnice kulturowe, które wtedy zauważyłam, wyostrzyły moją ciekawość: dlaczego ludzie inaczej podejmują decyzje, inaczej reagują na emocje, inaczej wychowują dzieci? Już wtedy zaczęłam się zastanawiać, co kształtuje nas jako ludzi. To poszukiwanie sensu i głębszego rozumienia towarzyszyło mi przez całe studia, aż po wybór psychoterapii jako ścieżki zawodowej.

Czym wyróżnia się Pani podejście terapeutyczne na tle klasycznej psychologii?

Zawsze czułam, że samo „rozmawianie o problemie” nie wystarczy. Ludzie przychodzą z napięciem w ciele, z bezsennością, z chronicznym stresem – a ich układ nerwowy wciąż jest pobudzony, mimo że racjonalnie wszystko „rozumieją”. Zaczęłam szukać podejść, które łączą ciało, emocje i umysł. To właśnie doprowadziło mnie do integralnego podejścia terapeutycznego i do Somatic Experiencing – metody, która uwzględnia fizjologię, pracę z układem nerwowym i głęboką autoregulację.

Czym zatem jest podejście integralne w terapii?

To świadome łączenie poziomów: mentalnego, emocjonalnego i cielesnego. Dla mnie to jedyny sposób, by wspierać klienta całościowo. Pracuję nie tylko z tym, co on mówi, ale też z tym, co pokazuje jego ciało – ton głosu, postawa, oddech. Spójność wewnętrzna to coś więcej niż dobre samopoczucie. To poczucie autentyczności, które powstaje wtedy, gdy ciało i umysł zaczynają ze sobą współpracować.

Skąd decyzja o odejściu z pracy akademickiej?

Przez lata łączyłam pracę akademicką z praktyką – prowadziłam zajęcia, badania, równolegle rozwijając gabinet i firmę szkoleniową. Ale w pewnym momencie poczułam, że aby naprawdę iść w stronę zmiany, muszę się w pełni zaangażować w praktykę. Teoria to za mało – chciałam realnie wpływać na jakość pomocy psychologicznej w Polsce, szkolić specjalistów, przekazywać narzędzia, które działają tu i teraz.

Zmiana jednostki to zmiana systemu

Co wyróżnia metodę Somatic Experiencing®, z którą między innymi Pani pracuje?

To metoda pracy z traumą i stresem, stworzona przez dr. Petera Levine’a. Opiera się na naturalnych zdolnościach organizmu do samoregulacji. Uczy, jak słuchać sygnałów płynących z ciała, jak pracować z napięciem, które nie zostało rozładowane – nawet jeśli trauma wydarzyła się dawno temu. Dzięki SE docieramy do warstw, których nie da się „omówić”. To głęboka, fizjologiczna praca z pamięcią ciała.

Czy objawy somatyczne mogą być wyrazem nieprzepracowanej traumy?

Zdecydowanie tak. Przykładem mogą być napięcia w karku czy ramionach, które nie mijają mimo masaży czy ćwiczeń – a mogą być echem dzieciństwa pełnego odpowiedzialności i braku wsparcia. Ciało „zapamiętuje” doświadczenia, nawet jeśli umysł o nich zapomniał. Terapia somatyczna pozwala zrozumieć te sygnały, zamiast je tłumić.

Co dają Pani pasje – taniec, malarstwo, podróże – w pracy z klientami?

Są moimi zasobami – w pracy z ciałem ważne jest, by terapeuta był ugruntowany, obecny, regulował siebie. Taniec i sztuka pomagają mi utrzymać równowagę emocjonalną, a podróże otwierają mnie na różnorodność – kulturową, społeczną, emocjonalną. Wierzę , że terapeuta może zaprowadzić klienta jedynie do tego miejsca, gdzie sam dotarł w swoim rozwoju, nie dalej. Dlatego dbam o własny rozwój, aby móc być prawdziwym wsparciem dla drugiej osoby.

Dlaczego tak ważne jest, by w terapii uwzględniać także relacje społeczne?

Bo człowiek nie istnieje w próżni – funkcjonuje w systemie. Ciało, psychika i relacje tworzą całość. Jeśli ktoś jest chronicznie spięty, nie umie stawiać granic – to wpływa na jego relacje w pracy, w rodzinie, w zespole. Pracując z jedną osobą, wpływamy na cały system, w którym ona funkcjonuje. To realna zmiana, która ma szeroki zasięg.

Jakie tematy najczęściej pojawiają się w Pani pracy coachingowej?

Najczęściej są to wyzwania w komunikacji, napięcia w zespołach, trudności z regulacją emocji w pracy. Czasami coaching wystarcza – pozwala wdrożyć nowe strategie. Ale bywa, że odkrywa głębsze wzorce, które wymagają pracy terapeutycznej. Ważne, by rozróżnić, kiedy potrzebujemy działania, a kiedy uzdrowienia.

Co daje Pani największą satysfakcję w pracy?

To, że mogę być świadkiem zmiany. Gdy klient odzyskuje kontakt ze sobą, czuje się spokojniejszy, bardziej świadomy – zmienia się jego życie, ale też wpływa na innych. Rodziny, zespoły, organizacje zaczynają inaczej funkcjonować. To przypomina efekt domina – jedna zmiana uruchamia kolejne.

A jakie są Pani zawodowe marzenia?

Chciałabym, aby skuteczne metody pracy z ciałem i układem nerwowym były dostępne nie tylko dla terapeutów, ale dla każdego, kto chce lepiej żyć. Planuję warsztaty dla osób spoza środowiska psychologicznego i rozwijam projekt wspierający firmy – łączący świat organizacji z głęboką, świadomą pracą rozwojową. Wierzę, że zmiana w jednostce może transformować cały system – i temu poświęcam swoją pracę.